FILM: Wszystko za życie, reż. Sean Penn

Tego filmu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Piękny, dosadny, o spełnianiu marzeń, odwadze i sile, które daje dążenie do upragnionego celu. Kadry, które lubię najbardziej, pokazujące ogrom świata wobec malutkiego człowieka, muzyka, która idealnie pasuje, mało słów, bo większość mówi obraz. A jeśli już padają słowa, to właściwie tylko te mądre, z których można by zrobić cały, osobny, gruby cytatnik. Dlatego tak bardzo chcę przeczytać książkę.

I cały czas zastanawiam się nad kwestią odwagi. Czy Alex na pewno był odważny? Szedł śmiało w nieznane, przez góry, lasy, nie bał się być sam wśród dzikich zwierząt. Ale jednocześnie nie chciał (a może właśnie nie potrafił?) odezwać się do najbliższych, dać nawet znak, że żyje… Co o tym sądzicie?

źródło
źródło: Filmweb

źródło: kinointernetowe.com.pl

Oryginalne zdjęcie Christophera McCandlessa, źródło: rostyleandlife.com

W klimacie porzucania dawnego/wygodnego życia, zapraszam na mój drugi blog o minimalizmie, nieposiadaniu i rozwijaniu siebie – klik.

KSIĄŻKA: Piotr Kraśko "Francja"

Zapowiadałam, że do Kraśki jeszcze wrócę. Powrót był szybki i udany. Francja to kolejna krótka książeczka, w sam raz na dwugodzinną podróż pociągiem. Opiera się na temacie francuskiej kuchni, czyli dobra narodowego kraju, w którym prawie każde dziecko chce być światowej sławy kucharzem. Uzupełniona mnóstwem (jak na tak małe wydanie) fotografii, stanowi świetny wstęp do poznania z bliska Francji i Francuzów. Nie cieszyła mnie tak bardzo jak Szwecja oraz Od Ameryki do Afryki, ale nadal uważam, że warto po nią sięgnąć.

KSIĄŻKA: "Nasz człowiek w Botswanie" Bartosz Marzec

To jeszcze jedna dobra książka o tym, jak ogromna potrafi być chęć aktywnego życia w nieznanym, chęć odkrywania i poznawania świata. O tym, jak pracę zamienić w pasję, albo raczej, jak zawód może pomóc w spełnianiu marzeń. Pan Wojciech Albiński jest osobą, jaką ja zawsze chciałam poznać, a w głębi serca – być. Odważny, radosny, nie mogący usiedzieć w miejscu, pomocny i sprawiedliwy. W czasach apartheidu mieszkał w RPA, gdzie zatrudniał czarnoskórych i traktował ich na równi z białymi. Znał każdy skrawek ziemi w południowej części Afryki (dosłownie!). Był świadkiem przemian, jakie działy się w tamtym czasie w Południowej Afryce i wystąpień Nelsona Mandeli.

Lubię takie książki, bo pokazują, jak niewiele trzeba, żeby spełniać marzenia i być szczęśliwym. Wystarczy robić, to, co sprawia przyjemność. I chociaż Wojciech Albiński odnalazł siebie w zupełnie odległym miejscu, to przecież my możemy odnaleźć siebie nawet tu, gdzie teraz siedzimy.

Wydaje mi się, że książka jest dobrym uzupełnieniem opowiadań Wojciecha Albińskiego, które komentowały wydarzenia w Polsce i pisane były bardzo ciekawym językiem, z odrobiną uszczypliwości, a czasem ironii.

KSIAŻKA: "Byle dalej. W 888 dni dookoła świata." Marta Owczarek i Bartek Skowroński

Nie mogę żyć bez książek o podróżach. Zwłaszcza, gdy kończą się wakacje. Duet Owczarek&Skowroński zabrał mnie w niesamowitą wyprawę dookoła świata. Jechałam z nimi konno, motorowerem, skuterem, motorem, terenówką i wędrowałam. Zwiedziłam między innymi Mongolię, Chiny, Australię, Chile, Argentynę i Boliwię. Widziałam jak żyją ludzie, a nie to, co wciska się turystom. Jadłam niedużo, ale dobrze, bo lokalnie. Przeżyłam chyba tyle, ile z Cejrowskim. Zakochałam się w ich prostocie, naturalności i radości, jaką czerpali z tej podróży.

Sama książka też przysparza trochę przyjemności podczas czytania – wygodna czcionka i te zdjęcia, setki zdjęć, co chwila zdjęcie. Nieczęsto zdarza się to w książkach, nawet podróżniczych. A ja tak lubię oglądać zdjęcia. Dlatego wiem, co będę robiła w jesienne wieczory. A gdy już w końcu uzbieram stosowną kwotę, wyruszę w świat, tak jak oni.

Ten pan powinien pisać przewodniki.

Jeśli w końcu wybiorę się w podróż do USA, pierwsze, po co sięgnę, to ta książka (ponownie). Jeśli obiorę kierunek na Kenię, Ruandę lub kraje Sahelu – zrobię to samo. Piotr Kraśko zrobił coś niemożliwego – zafascynował mnie Stanami samymi w sobie. Do tej pory wzdychałam wyłącznie do San Francisco i właśnie to miasto miało być moim życiowym celem, a zamieszkanie tam – jedną z największych radości. Pozostałymi regionami (no, może poza Florydą) byłam zupełnie niezainteresowana. A teraz wszystko się zmieniło.
Od Ameryki do Afryki może być genialnym wstępem do poznania kultury i historii USA oraz krajów afrykańskich. W części amerykańskiej Kraśko podrzuca mnóstwo ciekawostek, historyjek i miejsc, o których nie napiszą w żadnym przewodniku. I nie chodzi tu bynajmniej o Nowy Jork czy Los Angeles – reporter zabiera nas w szalony świat Dzikiego Zachodu oraz pokazuje fenomen Nowego Orleanu. Część afrykańska jest natomiast obfita w ciekawe urywki historii, opowieść o wojnie w Ruandzie oraz anegdotki z Rajdu Dakar.
Szkoda, że Piotr Kraśko nie pisze przewodników. Pióro ma tak lekkie, tak genialnie potrafi zaciekawić, że książkę się chłonie, a opisywane miejsca pragnie zobaczyć jak najszybciej. Zostałam jego nową fanką i na pewno przeczytam jeszcze niejedną jego publikację.

Przypominam o konkursie, książkowe nagrody czekają, a zostało już tylko kilka dni :)

Mistrz reportażu i ostatni cesarz Etiopii.

Nie powiem dużo – trudno takiemu laikowi jak ja komentować coś, co uznaje się za dzieło sztuki reportażu. Kontynuuję moją literacką podróż po Afryce, poznaję historię, zachwycam się, odkrywam. Ile w Cesarzu faktów, a ile fikcji – to wie tylko sam Autor. Ja wierzę, że tak właśnie było. Etiopia z książki jest niesamowita, trochę bajkowa, niepojęta, nieogarniona. I taką ją chciałam widzieć.
Książka wpasowuje się w wyzwanie Trójka e-pik, w którym pierwszy raz biorę udział :)
Zainteresowanym wygraniem książki polecam konkurs:

Namibia.

Namibia. Brzmi odlegle, daleko. Niektórzy na pewno muszą sprawdzić na mapie gdzie to jest. Kraj w większości pustynny (Namib) i gorący. Turyści przyjeżdżają tutaj głównie na safari. Pewnie zaledwie niewielu z nich interesuje coś poza słoniami i żyrafami. Martynę Wojciechowską zainteresował ślub czternastoletniej Raisiui – ślub ustalany przez rodziców, a nie z miłości, warto dodać. Martyna brała udział w ceremonii, która dla nas może wydawać się niesamowita i niezrozumiała albo śmieszna i bardzo prymitywna. Książkę warto przeczytać, a jest ona uzupełnieniem odcinka Kobiety na krańcu świata, który obejrzeć można tutaj.

Z kraju szczęśliwości mówił Piotr Kraśko.

Krótka  książka, krótka notka: Piotr Kraśko pisze o kraju, w którym zaufanie jest wartością największą, w którym odsetek szczęśliwych obywateli jest chyba najwyższy na całym globie, w którym król nie wybrzydza i sam płaci za paliwo do swojego starego volviaka i stoi w korkach dojeżdżając co rano do pracy. Bardzo dobra narracja, ładne zdjęcia, liczne ciekawostki. Szkoda, że taka krótka! Polecam, zwłaszcza w empikowej promocji 1+1 :)

Jasiek Mela w drodze poza horyzonty.

Ciężko jest żyć bez ręki i nogi. Jeszcze ciężej iść na oba bieguny, wspiąć się na Kilimandżaro, Elbrus, El Capitan i zrobić szalik na drutach. Jasiek Mela pokazuje, że to jest możliwe. Napisał książkę, która daje nadzieję, sprawia, że masz siłę do działania, a Twoje zwykłe, codzienne problemy stają się tak błahe, że wstydzisz się, że je masz.

Zamiast rozpaczać nad swoim losem, wziął się w garść i żyje jak pełnosprawny człowiek, choć ma tylko protezę nogi, protezy ręki nie posiada – mówi, że o ile niepełnosprawność to rzecz fizyczna, o tyle kalectwo jest stanem umysłu. I to jest bardzo mądre zdanie, które bardzo mocno zaznaczyło mi się w pamięci. Przecież zdrowy człowiek też może być kaleką.

Od dnia przeczytania nie ma u mnie „nie chce mi się”, „nie mogę”, „nie mam siły” – na wszystko jest czas, siła i chęci. Skoro Jasiek bez nogi i bez ręki zdobył oba bieguny, wspiął się na trzy pokaźne góry i prowadzi swoją fundację, to czego ja – z obiema nogami i rękami – nie mogę zrobić? Każda wymówka jest teraz bez sensu, zwłaszcza po dodatkowej lekturze tego posta.