Brutalny obraz minimalizmu, czyli Fight Club.

fightclub3

To jeden z tych filmów, które widzieli wszyscy, tylko nie ja. I jeden z tych, które kiedy już obejrzę, chcę zobaczyć jeszcze raz. Nie lubię filmów o przemocy, gdzie każdą sprawę rozwiązuje się pięściami albo bronią. Dlaczego więc moja ocena Podziemnego kręgu jest całkiem wysoka?

Bo to nie jest film o biciu się. Trzeba patrzeć głębiej. Nie wiem jak głęboko ja zajrzałam widząc go pierwszy raz, ale chyba wystarczająco, żeby coś z niego wyciągnąć. Mamy tu historię korpoludka z bezsennością, który uważa, że rozwiązaniem na jego problemy będzie uczestnictwo w grupach wsparcia. Od tych dla ludzi z nowotworami, po tych z problemem alkoholowym. Ma swoje kochane mieszkanko, pięknie umeblowane, niczym wyjęte z katalogu IKEI – swoją twierdzę, która jest dla niego wszystkim. I wiecie co? Wraca z podróży służbowej, na lotnisku ginie mu walizka, a jego mieszkanie wylatuje w powietrze. Nagle nie ma nic. Jedynym jego ratunkiem jest poznany w trakcie lotu Tyler, u którego postanawia zamieszkać. Dom Tylera jest stary, rozpadający się, dach przecieka, a z rur płynie brązowa woda. Naszym bohaterom to jednak nie przeszkadza. Któregoś dnia skrzykują kilku facetów i zakładają klub, którego pierwsza zasada polega na tym, że nie wolno o nim mówić. Mimo to, klub się rozrasta, a uczestnictwo w nim wiąże się z walkami na gołe pięści.

W ten sposób uczestnicy odreagowują codzienny stres, walczą ze swoimi słabościami, mogą pokazać swoją siłę. Taki niecodzienny sposób terapii dla wielu staje się najlepszym. Ale dla Narratora to specyficzna terapia. Ma na celu nie tyle wyleczenie go z bezsenności, ale z zatracenia siebie w materializmie. Tyler na niemal każdym kroku wytyka mu, że wszystko, co ma dla niego sens jest tak naprawdę niczym. Przypomina, co faktycznie się w życiu liczy. Dwadzieścia sześć fantastycznych cytatów Tylera podali jakiś czas temu The Minimalists. Sprawdzicie sami, jak historia się kończy. Dla mnie ma jasny przekaz: trzeba czasem dostać po mordzie, żeby zrozumieć co jest w życiu ważne. Okazuje się, że wiele problemów ma bardzo proste rozwiązanie. Wystarczy, żeby ktoś nadał mu konkretny kształt, a potem rzucił nami o ziemię, żebyśmy się obudzili. I w tym tkwi cały ten brutalny obraz minimalizmu.

 

Piszę o filmie, bo książki jeszcze nie przeczytałam.

Źródło zdjęcia: http://www.noelsmoviereviews.com/fightclub.html

 

Jeśli chcecie być na bieżąco z moimi relacjami z podróży albo poznawać książki i filmy, które rzadko pojawiają się na innych blogach kulturalnych, kliknijcie w bloglovinowego śledzia 

Reklamy

One thought on “Brutalny obraz minimalizmu, czyli Fight Club.

  1. Pingback: Co czytałam w 2014 i dlaczego tak mało? |

Podziel się swoim zdaniem.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s