Apel uśpionej studentki.

płyny1

Dawno mnie tu nie było, bo mój świat zwariował.

Na początku roku akademickiego postanowiłam, że teraz jest czas na to, żeby wziąć życie we własne ręce. Ile wyciągnę ze studiów, tyle moje. A miał to też być prawdopodobnie ostatni mój rok w Krakowie, toteż chciałam poznać miasto tak bardzo, jak się tylko da. I co?

 

I nic. O ile z poprzedniego semestru wyciągnęłam naprawdę wiele – nie dość, że gdy na Wirtualnym Dziekanacie pojawiła się średnia, to troszkę się wystraszyłam, że jestem takim kujonem, to jeszcze moje studenckie życie kwitło całkiem nieźle. Wiecie, integracja z grupą na wysokim poziomie.

Dzięki swoim genialnym umiejętnościom układania sesji, jak mi się zamarzy, miałam miesiąc ferii. A potem miesiąc nowego semestru. Dziwiłam się, kiedy pod koniec marca sporo blogerów pisało, że te 30 dni ich przerosło i nie mieli czasu na nic. Ja miałam. Na wszystko. Oprócz nauki. I okazało się, że totalna zlewka ze strony nauczycieli, i przede wszystkim mojej, to gwóźdź do mojej studenckiej trumny. Był poniedziałek, 7 kwietnia, a ja, moi drodzy, obudziłam się z ręką w nocniku i jedna nogą w uczelnianym grobie.

I mogłam rozpaczać, że przyszedł taki trudny semestr, że kolejne przedmioty każą nam używać matematyki, jakiej nikt z nami nie przerabiał, że program idzie tak szybko, i że pewnie jeszcze coś. Ale nawzajem ze współtowarzyszką niedoli wylałyśmy na siebie kubły zimnej wody.

 

Wszystko, co robimy zależy od nas. Mamy być inżynierami, nie socjologami. Trochę matmy nam nie zaszkodzi, a wręcz pomoże. Nie przerobili tego z nami? Siądźmy i same się nauczmy, zamiast płakać z resztą roku, że pan o dego czy tamtego jest taki okrutny, bo każe nam się uczyć. Koniec tego. Koniec lenistwa i myślenia, że skoro mało zajęć i tyle czasu, to można go marnować – przecież nauczymy się wszystkiego w trakcie 1,5h zajęć w tygodniu. To już tak nie działa. Poprzeczka podniesiona, więc trzeba faktycznie wziąć życie w swoje ręce i skończyć rozpaczanie.

 

Ludzie mówią, że się nie da? Da się, ale Ty jeszcze o tym nie wiesz. Nie wolno iść za tłumem, tłum jest głupi i ogłupia. Muszę stanąć obok i iść własną ścieżką. To, jakim będę inżynierem zależy ode mnie. Nie od profesora czy dziekana – ode mnie samej. Jeszcze jakiś czas temu wierzyłam, że nie ważne jest jaką uczelnię kończysz, liczy się ile pracy włożysz w jej ukończenie. I o tym zapomniałam. Teraz wracam do tego i biorę się do pracy. Cieżkiej, żmudnej i nudnej pracy. Bo nikt mi nie wmówi, że robienie setki zadań z rachunku różniczkowego albo teorii obwodów może być ciekawe.

 

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie ma co zrzucać winy na kogoś. Przychodzisz na studia techniczne i nie mając pojęcia o pochodnych, na pierwszych zajęciach z fizyki musisz umieć liczyć całki. Winny temu jest system, to akurat prawda. Ale nauczyciel akademicki ma to gdzieś. Nie umiesz, odpadasz. Bo bez całek i tak długo nie pociągniesz. To tak, jakbyś chciał iść do seminarium, nie wiedząc o czym jest Biblia. Długa jest i czasem nudna (polecam Księgę Liczb), ale jest podstawą. Kiedyś ją w końcu przeczytasz w toku zajęć, ale jeśli nie wiesz na pierwszych zajęciach kim był Adam, to sorry, daleko nie ujdziesz.

 

Więc jeśli jesteś w podobnej sytuacji do mnie i ilość wolnego czasu Cię przerasta, to rusz się i zrób coś z własnym życiem. Wypełnij sobie czas nauką, pracą, dodatkowymi kursami, warsztatami… Nie marnuj życia, rozwijaj się, interesuj tym, co kochasz i tym,co chccesz robić w przyszłości. Żebyś potem mógł powiedzieć swoim dzieciakom, siedząc z nimi na drugim końcu świata, a nie w dwudziestu pięciu merach kwadratowych biedy – przeżyłem całkiem dobry kawał życia i go nie zmarnowałem.

 

Na koniec łapcie filmik od Łukasza Jakóbiaka, w którym mówi jak to zrobić, żeby się człowiekowi udało.

Reklamy

6 thoughts on “Apel uśpionej studentki.

  1. jaki to jest dobry tekst. ja jestem na 4 roku studiów, więc w sumie już na wylocie. i teraz dopiero dotarło do mnie, że za wszystko to co mi się nie podoba odpowiadam trochę sama. dziś zaczęłam to zmieniać i to z hukiem, ale czy ten huk w ogóle dojdzie do skutku to jeszcze się okaże.

  2. zgadzam się w 100% procentach. co prawda nie jestem studentką, ale to tyczy się każdej dziedziny. ja studia porzuciłam świadomie, decydując się na inne życie i jestem przeszczęśliwa! wiem, że dostarczy mi tyle wrażeń ile sama z niego wycisnę! i zostanę tym, kim zechcę – bo tylko ode mnie zależy ile pracy w to włożę!! super tekst!

    • Dzięki! Świetnie, że są osoby, które nie idą na studia z wyboru i uważają to za dobrą decyzję – podziwiam Cię, że nie uległaś presji społecznej. Bo uważam, że nie ważne co w życiu robisz, o ile żyjesz uczciwie względem siebie (w sensie wymagań od życia) i jesteś w tym życiu szczęśliwa.

  3. Pingback: Zapomniałam o książkach, czyli mój czytelniczy update. |

  4. Pingback: W życiu chodzi o to, żeby robić rzeczy, które są dobre i sprawiają radość. |

Podziel się swoim zdaniem.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s