„Długi marsz”, Sławomir Rawicz

długi marsz

Weź wolny dzień z pracy, wejdź do pociągu relacji Zakopane-Szczecin, Wrocław-Suwałki albo zaszyj się w całodobowej bibliotece i zacznij czytać. Uważaj, bo oderwiesz się dopiero, gdy przewrócisz ostatnią kartkę myśląc „ale jak to – koniec?”.

Jeszcze nigdy nie czytałam tak wciągającej książki, której naprawdę nie da się spokojnie odłożyć. Historia polskiego skazańca, który postanawia uciec z gułagu pochłania się sama, zrobisz wszystko, żeby przeczytać jeszcze chociaż jedną stronę.

Sławomir Rawicz po wielu torturach został skazany na 25 lat prac w sowieckim obozie wyłącznie za to, że był Polakiem. W nieludzkich warunkach kilka tygodni był przewożony koleją transsyberyjską, a potem przez następne miesiące, wraz z innymi więźniami musiał przebyć szmat drogi pieszo – w śniegu, mrozie i zbyt cienkich ubraniach. Nie wiedzieli dokąd ich prowadzą, ani jak długo będzie trwała ta wędrówka. Dotarli niemal pod Koło Podbiegunowe. Ciężka praca i nieludzkie traktowanie zmusiły Rawicza do ucieczki.

Znaczna część książki to opowieść o morderczym długim marszu od Koła Podbiegunowego aż do północnych granic Indii. W przeciągu roku Rawicz wraz z kilkoma innymi więźniami przebył Syberię, Mongolię, Pustynię Gobi, Tybet i Himalaje. Wszystko, co mieli, to prymitywna siekiera i taki sam nóż, niewielkie zapasy jedzenia i stare, znoszone ubrania. Nie jeden raz całymi dniami głodowali (najdłużej, jeśli się nie mylę, 12 dni), jeśli jedli, to bardzo niewiele, szli brudni, zawszeni i w zniszczonych łachmanach. Codziennie pokonywali 30-40 kilometrów. Nie obyło się bez strat w ludziach. Najgorsza do pokonania była sucha i gorąca Pustynia oraz strome i niebezpieczne Himalaje, które przemierzali zimą.

Przeczytałam wiele książek o sytuacji ludzi w czasie II wojny światowej, również tych w obozach koncentracyjnych czy zesłanych na roboty. Z żadnej z tych książek nie czuć było aż takiej woli walki, pragnienia wolności, determinacji i wytrwałości – pragnienia „by móc znowu żyć”, jak to wielokrotnie został określone w książce.

Kiedy myślę o nowym kanonie lektur w gimnazjum, szkoda mi, że właśnie takie pozycje się w nim nie mieszczą. Za to mamy Agatę Christie, komiksy i inne podobne. Same tylko „Kamienie na Szaniec” (od tego roku pewnie poznawane przez gimnazjalistów wyłącznie w formie filmu) nie nauczą bohaterskich postaw i walki o swoje, niezbywalne prawa człowieka. Ludziom potrzeba więcej takich przykładów.

PS. Dla lubiących węszyć – niemałe kontrowersje w związku z autentycznością relacji.

Reklamy

Podziel się swoim zdaniem.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s