Jeżycjada. Tom zero.

Wiele się można spodziewać po pani Musierowicz, ale żeby tytułowym bohaterem ustanawiać kurczaka? Wspaniała jest bezgraniczna miłość dziecięca do zwierzątek. Czytając o więzi Moniki Rzodkiewki Ptaszkowskiej z Franciszkiem Małomównym przypominałam sobie swoje podwórkowe lata i przyjaźnie „na całe życie” z biedronkami, dżdżownicami i, rzecz jasna, kolejnymi psami (te akurat mają szansę być na całe życie). Kurki też po ogródku biegały. Ale się ich bałam.

Co w książce – książki, książki i jeszcze raz książki. Mama Ptaszkowska sprowadza się z dziećmi do Śmietankowa, by prowadzić bibliotekę, w której ukryty jest skarb. Szukają go nie tylko jej żądne przygód dzieci, ale i kilku podejrzanych mieszkańców miasteczka. Co się tam dzieje!

Swoją drogą, zamiast książki kryminalno-przygodowej wolałabym trochę inny scenariusz. Kiedy Munio, Tunio i Halinka odnajdują list ze wskazówką i cytatem z książki, w której były właściciel biblioteki ukrył namiary na skarb, Munio od razu wie, skąd pochodzą owe słowa. Dla mnie idealnym rozwinięciem fabuły byłoby – nie występujące śledzenie włamywaczy i porwanie, ale przeszukiwanie ksiąg w bibliotece, główkowanie nad pochodzeniem cytatu i zbieranie tropów niczym u Sherlocka. To by chyba nawet bardziej odpowiadało całemu zamysłowi Jeżycjady.

Wszystkie niedogodności zostały jednak zniwelowane przepięknym językiem, jakim posługuje się większość bohaterów, ciepłem Ptaszkowskiego domu i wystającą tu i ówdzie z kartek miłością.

No i Jeżycjada zakończona. Podróż do Poznania śladami Borejków odbyta. Choć krótko, to jestem strasznie zadowolona. Kilka nowych doświadczeń mogę spakować w kolejną walizkę, a troszkę nowych zdjęć niedługo trafi do fotolabu.

Poznańskie uliczki jak w kochanej Pradze.

Plac Wolności, a nieco dalej…

… Poznaniacy chyba wiedzą, po co turyści do miasta zjeżdżają.

To ta Opera, ta z Pegazem na dachu i z nagimi kobietami siedzącymi na lwach. Dalej idziemy Teatralką i docieramy do…

… głównego celu wyprawy – ul. Roosevelta 5. Ciepło się zrobiło na serduszku,
gdy ją zobaczyłam. Nie, nie panią w zielonym sweterku. Kamienicę. Dom Borejków.

Reklamy

2 thoughts on “Jeżycjada. Tom zero.

  1. Och, ale cudna wyprawa! A „Małomównego…” wspominam czule, bo to jedyna książka, z której pamiętam pierwsze zdanie, bo rozbawiło mnie do łez :-) „Ryknęła krowa.” – prawda?

  2. Dziękuję :) Nie mam akurat pod ręką „Małomównego…”, więc nie potwierdzam, ale to bardzo możliwe zdanie, bo książka zaczyna się takimi wiejskimi porannymi klimatami. Ja za to pamiętam pierwsze zdanie z „Hobbita”: „W pewniej norce mieszkał sobie pewien hobbit.” :)

Podziel się swoim zdaniem.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s